Selimos x Sah Sultan 02
- Sehzade Selim
- 29 cze 2018
- 3 minut(y) czytania

Selim i Sah Sultan
Rozdział 2
Tytuł:
❝Ten upiór straszy w zamku❞

W pomieszczeniu można było poczuć upiorną atmosferę. Światło dawało tylko kilka świec porozstawianych po kątach, to też na sali panował półmrok. Demoniczności tej wizualizacji dodawał deszcz, głośno zacinający o ogromne okiennice oraz pieruny bijące tuż obok pałacu a także błyskawice, snujące się jak dzikie węże po niebie. Taras, na którym stała sułtanka Sah był centralnym elementem sali balowej jak i tego przedstawienia. Pod nim na parkiecie rozciągało się może nagich męskich i kobiecych ciał, kopulujących ze sobą w rytm muzyki, wydobywającej się z lutni, na której przygrywał Gazanfer Aga. Za nim biegł orszak podekscytowanych kobiet, nie posiadających ubrania, przyodzianych jedynie w maski. Odgłosy dzikiej orgii przepełniały pałac, odbijając się głośnym echem od jego ścian. Wibrowały w uszach i wkręcały się do mózgu niczym zaraza trawiąca go.
Sułtanka Sah zaczęła się wycofywać z ciemnego pomieszczenia, pełnego demoralizacji i największych dewiacji. Poczułem, że to już czas, aby przejść do głównej części spektaklu i zaprezentować jej mój ulubiony akt. Czas było pokazać upiora, który straszy w tym zamczysku. Kobieta wyglądała na zdegustowaną i nieco przerażoną dziwną sytuacją, jakiej zapewne się nie spodziewała. Na jej twarzy widniał grymas, jakby zaraz miała wykonać regurgitacje.
Nie czekając ani chwili dłużej spuściłem się na dół w jej kierunku na linie, przytwierdzonej do sufitu. Na twarzy miałem maskę czarnego kruka, a moje nagie ciało pokryte było smołą, do której przytwierdziłem gęsie pióra. Swojego kutasa wymalowałem na złoto, aby odbijał się w nim blask świec i przyciągał uwagę do tego najbardziej pożądanego miejsca. Zacząłem wywijać różne dzikie akrobacje na linie, bawiąc się przy tym moim przyrodzeniem i wydając z siebie dziwne okrzyki. Zrobiłem salto do przodu i utrzymałem się na sznurze jedną ręką. Głowa sułtanki Sah była idealnie pod moimi klejnotami. Rozhuśtałem się na arkanie. Zacząłem dziobać ją maską w czarne włosy, przy każdym przelocie obok jej postaci. Sułtanka zdzieliła mnie z pięści w klatę. Jednak to nie powstrzymało mnie przed dalszym kontynuowaniem swojego zajęcia. Teraz wbijałem dziób swojej maski w jego oko. Szarpanina jaka wynikła na tarasie, doprowadziła to tego, że moja maska wylądowała na podłodze. Oczy mojej ciotki spojrzały na mnie ze zdziwieniem, a usta nie zdążyły już wymamrotać żadnego słowa, bowiem zaraz potem leżała nieprzytomna, swoją bladością przypominając trupa. Zeskoczyłem na równe nogi i dopadłem do niej.
Zerwałem stryczek i zacząłem owijać go wokół jej ciała. Związałem jej ręce, nogi, korpus tak aby nie mogła się ruszać i wyrwać z pnącza. Zaraz potem podniosłem ją do góry w ramionach i wyrzuciłem z balkonu. Przechwycili ją moi nadzy poddani znajdujący się na dole. Tłum zaczął skandować. Rwali jej piękne szaty coraz mocniej odsłaniając jej zadbane ciało. Podawali ją sobie do tyłu i do przodu. Często lizali i przygryzali nagie ciało kobiety. Obserwowałem to wszystko z góry. Przyglądałem się uważnie tej dramatycznej sytuacji. Ulewa w tym czasie zrobiła się jeszcze mocniejsza. Dochodziła już prawie północ, poczułem że to czas, aby dokonać ostatecznego aktu, ponieważ kobieta zaczynała już odzyskiwać przytomność i wyrywać się niepotrzebnie, jakby to miało jakoś jej pomóc.
Przywidziałem maskę kruka i zszedłem po schodach na dół. Tłum zamilkł i zastygł w bezruchu. Usadowili ją na starym krześle w centralnej części komnaty. Ruszyłem do niej sprężystym lecz powolnym krokiem, napinając swoje ciało i muskuły. Nie chciałem się nigdzie spieszyć. Pragnąłem zachować swoją majestatyczna postawę księcia. W końcu stanąłem przy niej. Rozejrzałem się po jej ciele, badając każdy jego skrawek. Położyłem silne dłonie na jej udach i jednym gestem rozchyliłem je bez większego trudu.
- Krew miesięczna… Wiesz jak mnie to podnieca, ciociu? – wymruczałem chrypliwym głosem. Zaraz potem zanurzyłem dłoń w dziurce i grzebałem tam może przez dobrych kilka minut. W końcu wyjąłem zakrwawioną rękę. Przejechałem nią po jej ustach, zostawiając na nich karminowy ślad. A następnie po policzkach i piersiach, na nich również zostawiając smugę krwi.
- Potrzeba mi więcej krwi! – wykrzyknąłem, po czym wziąłem do ręki nóż, który jakiś czas temu przygotował dla mnie Gazanfer. Chodziłem po sali szybki krokiem, rozglądając się jakby szukając czegoś. Kręciłem się w kółko zupełnie bez celu, dzierżąc w dłoni ostre narzędzie. W końcu… Wysunąłem szpikulec i wbiłem go w przypadkową dziewczynę, którą napotkałem na swojej drodze. Chwyciłem pusty dzban i podstawiłem go pod jej ranę, do którego zaczęło wytryskiwać osocze. Gdy dziewczyna była już doszczętnie blada, a jej usta sine, odepchnąłem ją w ramiona Gazanfera i nakazałem mu zaprowadzić ją do medyków. Amfora była na szczęście prawie pełna. Tyle absolutnie mi wystarczyło. Podszedłem do sułtanki Sah i wylałem na nią całą zawartość. A następnie zająłem się wmasowywaniem rubinowej cieszy w jej jasną skórę.
- Już dawno nie wyprawiałem tak znakomitego przyjęcia… - wyszeptałem do jej ucha, wpijając się zębami w jej szyję i zanurzając je głęboko w jej aksamitnym ciele.

Komentáře