top of page
Szukaj

Selimos x Sah Sultan 01

  • Zdjęcie autora: Sehzade Selim
    Sehzade Selim
  • 28 cze 2018
  • 3 minut(y) czytania

Selim i Sah Sultan

Rozdział 1

Tytuł:

❝Niezapowiedziany gość w domu, to dobry gość❞


Siedziałem w mojej komnacie, jak na prawdziwego księcia przystało. Była jedynym miejscem, w którym mogłem być sam, za wyjątkiem hammamu, gdzie jednak niezbyt często bywałem sam, czego z resztą nie lubiłem, gdyż wyznawałem zasadę, że nic nie smakuje tak dobrze jak wspólna kąpiel oraz toalety, z wiadomych przyczyn wolałem udawać się tam w samotności, chociaż moi słudzy i w tej sytuacji nieraz chcieli dotrzymać mi towarzystwa, co było dla mnie dosyć krępujące. Popijałem jak zawsze wytrawne wino o dosyć cierpkim smaku. No tak, zdałem sobie właśnie sprawę, że ja nie mogłem robić niczego innego. Od jakiś paru lat dzień w dzień tylko piłem, dlatego trudno było mnie spotkać nieupitego do granic wytrzymałości mojego organizmu. Wcale ta przewidywalność mojego życia nie sprawiała mi smutku czy też rozgoryczenia. Monotonia losu odpowiadała mi. Od kiedy zamieszkałem w Diyarbakırze wszystko wydawało mi się prostsze, nareszcie mogłem robić to co chciałem, zaprzestać zaprzątać swojej głowy rzeczami, które kompletnie mnie nie interesują i przestać myśleć o ludziach, mając mnie gdzieś. Liczyła się tylko moja przyjemność z życia, mijającego tak szybko i tracone do tej pory na nerwy i błahe sprawy cenne chwile.


W moje drzwi rozległo się gwałtowne i szybkie pukanie. Ktoś musiał mieć ważną sprawę. W tym głośny stukocie rozpoznałem charakterystyczny sposób Bülbül Agi. Jednak nie spieszyłem się z odpowiedzią, aby mógł wejść. Użeranie się z nim było ostatnią rzeczą jakiej pragnąłem. Napełniłem usta alkoholem i delektowałem nim swoje podniebienie. Kiedy połknąłem łyk karminowej cieszy, głęboko westchnąłem z rozkoszy. Trunek rozlewał się po moim żołądku, dodając przyjemnego ciepła całemu mojemu organizmowi. Ta chwila mogłaby trwać w nieskończoność.


- Panie, mogę wejść? – drzwi otworzyły się w końcu, a przez szparę w nich ukazała się głowa Bülbüla, jak zawsze z tym szczęśliwym uśmieszkiem, który najchętniej starłbym z jego gęby. Przeniosłem leniwie spojrzenie na niego. Co ta tupet! Wchodzi tak do mojej komnaty bez uprzedzenia! Przecież ja nagi mógłbym tu być albo w stosunku z jakąś kobietą! Chociaż moi służący i w takich sytuacja mogli mnie już oglądać. I nie tylko oni… Lista niestety była długa… Zaczynając od sułtanki Ayse Hafsy, po moją matkę, sułtankę Hatice i kończąc na samym sułtanie. Ale czy to oznaka, że można tutaj po prostu tak wchodzić jak do jakiegoś burdelu?! Przez niego wino przestało mi już smakować. Odłożyłem kielich na stoliku i umieściłem palce pod brodą.


- Bülbül, czy ktoś pozwolił ci wejść? Nie widzisz, że jestem zajęty?! – wrzasnąłem podirytowany. Dobrze wiedział, że w tych godzinach udaję się na błogi odpoczynek i nie życzę sobie, aby wtedy ktokolwiek mi przeszkadzał. Niezależnie od własnych potrzeb. – Czy pali się? – wymamrotałem zdegustowany. W istocie nawet gdyby się paliło raczej nic bym sobie z tego nie robił. Było mi absolutnie wszystko jedno czy umrę na wojnie, w płonącej komnacie, a może w rękach nałożnicy. Jaki sens i znaczenie miała śmierć kogoś takiego jak ja? Moje podejście do życia było bardzo praktyczne i skupiało się jedynie na doczesnych i materialistycznych rzeczach, które mogłem wykorzystać pókim żywy.


- List ze stolicy, jak zawsze przybył z opóźnieniem… - nic dziwnego, mieszkamy na drugim końcu imperium. Czy powinniśmy się dziwić, że o wszystkim dowiadujemy się jako ostatni. Z resztą absolutnie mi to nie przeszkadzało… Jak zaznaczyłem jedynie materializm był dla mnie w cenie, wszystkie inne bzdety pozostawiałem mojej matce i braciom. Niech się tam pozabijają. Ja wolałem żyć spokojnie w moim bezpiecznym świecie, gdzie nie musiałem odgrywać żadnej roli. Oprócz swojej własnej. – Sułtanka Sah… Zjawi się tutaj dzisiejszego wieczora… - wysapał zadyszany. W jego oczach malował się istny przestrach. Wiedziałem, że moja ciotka jest kobietą, która wzbudza szalenie duży respekt, a u niektórych może i strach, ale nie zamierzałem się jej bać. Cicho zaśmiałem się zagryzając dolną wargę. Czy my mamy czego się bać? Czy my mamy coś do ukrycia? W mojej głowie już kalkulowałem cenę jaką będę musiał za to zapłacić, a także korzyści jakie mogę zyskać. W moich tęczówkach pojawiły się iskierki szaleństwa. Wyprawimy wspaniałą ucztę dla ciotusi. Oh nie zapomni tej podróży nigdy!


- Wspaniale! – spojrzał na mnie jak na jakiegoś wariata. W istocie nigdy nie wyrażałem zbyt wielkiego optymizmu na takie spotkania. Cudne rodzinne pogaduszki wprawiały mnie w konsternacje. Jednakże tym razem miało być inaczej… Na taką okazję szykowałem coś wyjątkowego. – Bülbül, przyszykuj komnatę dla sułtanki. Zostanie u nas na jakiś czas. Przecież nie będzie się tułać taki kawał drogi z powrotem do stolicy – wstałem radośnie do góry i zacząłem zacierać ręce. Musiałem się przygotować. Wyglądałem jak jakaś pijaczyna, sądząc po mężu sułtanki Sah, to mogło być w jej guście. Lutfi nie należał to zbytnio zadbanych mężczyzn. Ale ja chciałem zaprezentować przed nią coś lepszego. Bardziej dostojnego. Jedną z uroczych twarzy Selima, za którą krył się prawdziwy demon…



 
 
 

Comments


bottom of page